Kiedy pisałem ostatnio, mówiłem, że ciągle nie byłem na zajęciach. Ale, ale... W końcu udało mi się znaleźć budynek w którym odbywają się moje zajęcia:) Ale byłem szczęśliwy kiedy w końcu zobaczyłem "znajomych" ludzi. Bo prawda jest taka, że informatyków (szczególnie jeśli są w grupie) da się poznać ze znacznej odległości:) Także widziałem te twarze, okulary, długie włosy, specyficzne ubiory i cieszyłem się jak dziecko, ze swojego małego zwycięstwa, bo zwiedziłem sporą część uczelni, próbując znaleźć ten budynek, który swoją drogą jest lekko schowany. Ale zaraz po radości zwycięstwa przyszło inne ciężkie do określenia uczucie... Studenci zajęli swoje miejsca, prowadzący odpalił projektor i włączył prezentacje... do tego momentu wiedziałem, co się dzieje:P Potem? Hmmm... Z zajęć zrozumiałem niewiele i to nie dlatego, że materiał był trudny:P Wyłapałem tylko znajome słowa jak manana i temu podobne, oraz słowa typowo informatyczne, ale za nic nie umiałem tego logicznie połączyć. Po wykładzie, które tutaj trwają tylko godzinę, podszedłem do prowadzącego i zagadałem po angielsku, z czego dziś bardzo się cieszę:) Okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, powiedział, żebym pisał do niego w razie jakichś wątpliwości, że slajdy znajdę na stronie internetowej, a jeśli będę miał z tym problem, to wyśle mi mailem wszystkie slajdy, że egzamin i jakiś projekt będę mógł pisać po angielsku i w ogóle bardzo polubiłem tego człowieka:) Tego samego dnia byłem na innym wykładzie, który prowadził ten sam człowiek i po zajęciach spytał, czy cokolwiek zrozumiałem:P (oczywiście wiedział, że totalnie nic nie rozumiałem:P). Z innymi ludźmi jeszcze nie porozmawiałem, ale myślę, że jest to dobre rozwiązanie, przynajmniej będą wiedzieli, że się staram i interesuje już teraz, a nie kiedy zbliża się sesja:P Poza tym kiedyś muszę te slajdy przetłumaczyć z hiszpańskiego na polski, czy angielski:P
Ale jak wiadomo nie samą uczelnią człowiek żyje:) Wczoraj na cotygodniowej erasmusowej posiadówie przy piwie poznałem kolejną osobę z Polski i nie mam pojęcia dlaczego, ale to kolejna Polka:) W sumie jest ich już prawie 10 i wcale mi to nie przeszkadza:) Nowa koleżanka jak się okazuje też mieszka w akademiku:) Ale to chyba już koniec dobrych wieści... kolejną nowością jest to, że chyba wszyscy, albo większość ludzi się z akademika wyprowadza. A przynajmniej większość ludzi, których znam. Doskwiera brak internetu, czy lodówki (mimo, że w końcu otworzyli nam kuchnie:D) dlatego zobaczę jak to będzie... jeśli faktycznie wyprowadzą się wszyscy, to chyba będę musiał się do jakiejś grupki dołączyć i wynieść się razem z nimi. Ostatnia nadzieja w nowo poznanej Kasi, która jak na razie rozważa przeprowadzkę (reszta już szuka mieszkań).
No ale jak na razie dwie rzeczy są pewne:P Muszę się jutro lub w poniedziałek zapisać na zajęcia i najważniejsze... Musze się uczyć hiszpańskiego:P Ale robię już postępy;) Powszechną radość wywołałem ostatnio w recepcji pytając "Can I borrow >>planchar<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz