niedziela, 20 września 2009

Pierwszy raz...

Tak... w piątek miał być ten mój wyczekiwany pierwszy raz:P naprawdę tego chciałem! Chciałem jak normalni ludzie pójść wreszcie na zajęcia:P Ba! Nawet wyszedłem z akademika godzinę wcześniej, żeby bez problemów znaleźć sale i co? Miało być pięknie, było jak zawsze;) Sali nie znalazłem, a szukałem jej w paru budynkach i łącznie ze 3 godziny:P Jednak polibuda jest jaka jest, ale ma swoje zalety;) jeśli na planie jest napisana sala, to zawsze razem z budynkiem w którym jest, a tutaj? Każdy budynek ma po prostu inny format numerowania sal, ale skąd mam wiedzieć w którym kampusie jest sala 1.1? No trudno... za to kiedy wróciłem do pokoju, postanowiłem popraktykować trochę tutejszych zwyczajów i udałem się na siestowy wypoczynek;)

Obudziły mnie koleżanki z Polski, (chwilowo jeszcze bez mieszkania:P) które stwierdziły, że zrobią u mnie obiad. Pomysł piękny i szlachetny:D za to kolejny problem... kuchnie mamy ciągle w remoncie, więc nie było gdzie tego obiadu przygotować, ale... czy trójka przyszłych polskich inżynierów się tak łatwo poddaje? Nie! Udało nam się ugotować makaron w warunkach iście studenckich, a mianowicie w czajniku elektrycznym mieszając go (żeby się nie przypalił) nożyczkami:P Do tego dziewczyny zaproponowały fasolkę z puszki i ostrygi. Pierwszy ugotowany na akademikach obiad był naprawdę smaczny;) mimo, że ograniczona ilość sztućców zmusiła nas do jedzenia rękami:P przynajmniej była zabawa:) jednak na pierwszym obiedzie się nie skończyło:P chwile potem inna koleżanka (tym razem polka z naprzeciwka) oznajmiła, że za godzinę przychodzą znajomi i robimy imprezę tak też się stało...

Były dwie koleżanki ze Słowenii, Belgijka, Niemka wychowywana w Hiszpanii, Dziewczyna z Kazachstanu mieszkająca w Niemczech, a także pół Niemiec i pół Włoch oraz Czech, trzy polki, jeden polak no i ja;) poza tym mieliśmy tutejszego Don Smiona czyli specyficzne wino;) pożyczyliśmy parę kubków i... zabrakło jednego. więc sprytni studenci obcięli małą butelkę po wodzie i już każdy mógł napić się wina:)

nie wiem jak to się działo, ale butelki pojawiały się znikąd, w sumie Kasia następnego dnia mówiła, że wywaliła 12 butelek:P były rozmowy po angielsku i hiszpańsku, były zabawy i grupowe zdjęcia:) Była nawet sąsiadka, która przyszła do nas koło godziny 11 i oznajmiła, że niektórzy chcą spać:P no mówi się trudno... jak tylko skończyliśmy wino, czyli koło godziny 12 udaliśmy się na miasto trochę potańczyć. Tak jak pisałem wcześniej na ulicach jak i w klubach dzikie tłumy i tańczyć jak dla mnie, aż tak fajnie się nie dało, ale i tak bawiliśmy się dobrze:) na koniec taksówka pod akademiki koło 3-4, bo następnego dnia mieliśmy stawić się z samego rana na przystanku autobusowym, aby pojechać nad baseny i tak też się stało:)

Podsumowując... zamiast pierwszego dnia zajęć miałem pierwszy obiad w akademiku i pierwszą imprezę w akademiku, więc i tak wyszedłem na tym całkiem dobrze;)

A! I inna ważna rzecz, która miała miejsce po raz pierwszy:P tamtej nocy spadł deszcz:) W centrum Laguny to ponoć niezbyt rzadkie, ale padało także na akademikach, a to już nieczęste. Stałem więc na deszczu odpoczywając od duchoty i tłoku na dyskotece i śmiałem się w duchu z ludzi, którzy pośpiesznie zakrywali sobie głowy jakimiś gazetami, koszulkami... przecież taki deszczyk, to jak zbawienie:P mały i orzeźwiający:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz