Obudziły mnie koleżanki z Polski, (chwilowo jeszcze bez mieszkania:P) które stwierdziły, że zrobią u mnie obiad. Pomysł piękny i szlachetny:D za to kolejny problem... kuchnie mamy ciągle w remoncie, więc nie było gdzie tego obiadu przygotować, ale... czy trójka przyszłych polskich inżynierów się tak łatwo poddaje? Nie! Udało nam się ugotować makaron w warunkach iście studenckich, a mianowicie w czajniku elektrycznym mieszając go (żeby się nie przypalił) nożyczkami:P Do tego dziewczyny zaproponowały fasolkę z puszki i ostrygi. Pierwszy ugotowany na akademikach obiad był naprawdę smaczny;) mimo, że ograniczona ilość sztućców zmusiła nas do jedzenia rękami:P przynajmniej była zabawa:) jednak na pierwszym obiedzie się nie skończyło:P chwile potem inna koleżanka (tym razem polka z naprzeciwka) oznajmiła, że za godzinę przychodzą znajomi i robimy imprezę tak też się stało...
Były dwie koleżanki ze Słowenii, Belgijka, Niemka wychowywana w Hiszpanii, Dziewczyna z Kazachstanu mieszkająca w Niemczech, a także pół Niemiec i pół Włoch oraz Czech, trzy polki, jeden polak no i ja;) poza tym mieliśmy tutejszego Don Smiona czyli specyficzne wino;) pożyczyliśmy parę kubków i... zabrakło jednego. więc sprytni studenci obcięli małą butelkę po wodzie i już każdy mógł napić się wina:)
nie wiem jak to się działo, ale butelki pojawiały się znikąd, w sumie Kasia następnego dnia mówiła, że wywaliła 12 butelek:P były rozmowy po angielsku i hiszpańsku, były zabawy i grupowe zdjęcia:) Była nawet sąsiadka, która przyszła do nas koło godziny 11 i oznajmiła, że niektórzy chcą spać:P no mówi się trudno... jak tylko skończyliśmy wino, czyli koło godziny 12 udaliśmy się na miasto trochę potańczyć. Tak jak pisałem wcześniej na ulicach jak i w klubach dzikie tłumy i tańczyć jak dla mnie, aż tak fajnie się nie dało, ale i tak bawiliśmy się dobrze:) na koniec taksówka pod akademiki koło 3-4, bo następnego dnia mieliśmy stawić się z samego rana na przystanku autobusowym, aby pojechać nad baseny i tak też się stało:)
Podsumowując... zamiast pierwszego dnia zajęć miałem pierwszy obiad w akademiku i pierwszą imprezę w akademiku, więc i tak wyszedłem na tym całkiem dobrze;)
A! I inna ważna rzecz, która miała miejsce po raz pierwszy:P tamtej nocy spadł deszcz:) W centrum Laguny to ponoć niezbyt rzadkie, ale padało także na akademikach, a to już nieczęste. Stałem więc na deszczu odpoczywając od duchoty i tłoku na dyskotece i śmiałem się w duchu z ludzi, którzy pośpiesznie zakrywali sobie głowy jakimiś gazetami, koszulkami... przecież taki deszczyk, to jak zbawienie:P mały i orzeźwiający:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz