Poprzedni powrót do Polski był jak wakacje. Przyjechałem z komputerem w plecaku i to był cały mój bagaż. Pierwszy raz wracałem po dłuższym czasie do domu wiedząc, że za chwilę znów wyjadę. Dziwne uczucie. Do tego mój pokój był po remoncie, jakoś tak inaczej. Wtedy całe 4 dni, które zabawialiśmy w Polsce spędziliśmy odwiedzając znajomych i rodzinkę. Nagle wszystkie te małe codziennie problemy zniknęły. Nie było martwienia się o setki rzeczy: zakupy, pranie, opłata za mieszkanie, bilety, zajęcia - oczywiście wszystko w wersji hiszpańskiej. W domu było jak w hotelu na wakacjach.
Po tych kilku dniach nastąpił powrót do Barcelony, ale czas minął szybko i na święta kolejny powrót, do Polski. O sposobie wracania pisała już Asia, ja napiszę, co się działo.
Tym razem nie było tak zupełnie wakacyjnie. Tzn. oczywiście dbają tu o nas niesamowicie. Wiadomo, że w domu z kochającymi ludźmi wokół jest najlepiej! Tylko tym razem, było też dużo załatwiania. Pierwsza sprawa, która nad nami wisiała to rozprawienie się z przedłużeniem erazmusa. Przyjechaliśmy w czwartek rano, mieliśmy 25 godzin na załatwienie wszystkich formalności. Na szczęście nie zaczynaliśmy od zera. Będąc w Hiszpanii, Miś załatwiał już niektóre sprawy na PWR. Ale nie obyło się oczywiście bez przygód i adrenaliny.
Do załatwienia było kilka papierów:
- podanie do kierownika DWM - napisać odręcznie albo na komputerze i wydrukować
- list akceptacyjny do uczelni partnerskiej
- Learning Agreement - podpisane przez koordynatora i dziekana (oczywiście najpierw trzeba załatwić ITS, podpisany przez opiekuna ITS, opiekuna kierunku i dziekana)
- zgoda dziekana - oczywiście najpierw Learning Agreement potrzebny
W poniedziałek i tak krzywo na nas patrzyli, że późno i w ogóle. Ale papiery przyjęli, czyli udało się :)
Do tego doszło oczywiście przedświąteczne szaleństwo: kupowanie prezentów (co ma dużo wspólnego z kolejkami i korkami), sprzątanie, gotowanie, a przecież my byśmy woleli znów spotkać te wszystkie twarze, za którymi się stęskniliśmy.
Miało być 10 dni w Polsce, a my znów się pakujemy, żeby wracać... do Hiszpanii. Tym razem pakowanie będzie porządne, bo wyprawa samochodowa. Pół Europy przed nami. Droga daleko, ale będziemy mogli przywieźć w bagażniku więcej Polski ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz