wtorek, 8 grudnia 2009

El Oso en Barcelona

Przyjechał Miś. Jakimś cudem udało mi się go odebrać. Odwołali mi zajęcia i lekko spóźniony dotarłem na Estacio del Nord (dworzec północny), ale Miś był dobrze poinformowany. Myślę, że sam też by trafił. Choć jak potem powiedział, bym pod takim wrażeniem miasta, że nie prędko by dotarł do nas:)

Kawka na mieście w jednej z ulubionych kawiarni (Meson del cafe), zakupy i do domu. W zasadzie byliśmy tam tylko chwilę, bo trzeba biec na spotkanie związane z projektem z inżynierii oprogramowania. Po dwóch godzinach niezrozumienia i wielu pytaniach bez odpowiedzi, umówiliśmy się na następny dzień z resztą grupy. Czasem między narodowa współpraca bywa trudna, szczególnie kiedy nasi hiszpańscy nauczyciele próbują napisać coś po angielsku. Kiedyś się pofatyguję i wrzucę kilka plików "po angielsku". Też się pośmiejecie.

Wieczorem, tradycyjnie pierwszy obiad musiał być hiszpański. Talerz z jamon i chorizo, pa amb tomaquet, wszystko popijane obowiązkowo sangrią i cavą (katalońskim szampanem). Plotki do późna.
Następny dzień był dla nas uczelniany, a dla Michała barceloński. Nawet bardzo, bo wrócił późno, aż się zacząłem martwić. Ale trzeba przyznać, że przeszedł niezłą trasę! My w tym czasie walczyliśmy z przeciwnościami losu starając się zaliczyć semestr. Tu miejsce na małą dygresję. Znalazłem kolejny powód, dlaczego lubię moją hiszpańską uczelnię. Dnia 4 grudnia w głównym hallu naszego fakultetu rozdawali płyty z Windows 7. Dodawali do tego bacadillo con jamon (kanapkę z mięsem) i radler (mieszanka piwa i lemoniady). Byłem lekko zaskoczony kiedy mój wykładowca z baz danych podawał mi piwo z szerokim uśmiechem. Ale może tak to już jest z tymi "bazodanowcami".

W piątek do miasta pojechaliśmy razem. Spacerowaliśmy kilka godzin wielkimi bulwarami wysadzanymi palmami i pomarańczami (mimo grudnia, nadal z owocami). Niestety w mieście wylądowaliśmy w godzinach sjesty. W zasadzie nie powinienem używać tego słowa. Katalończycy są przecież pracowitymi ludźmi - nie to, co południowcy z Andaluzji - i nie mają sjesty, tylko przerwę obiadową. Jak zwał, tak zwał. Na Placa Reial nadal fruwały zielone papugi, a na Placa de Jaume zbudowano już szopkę. W okolicy znaleźliśmy cukiernię i wypróbowaliśmy kolejne hiszpańskie łakocie.
Tym razem xuixo de crema (hiszp. suso). Słodkość podobna do naszego pączka, z tą różnicą, że składa się z wielu warstw. Stworzona w Gironie w latach dwudziestych przez cukiernika zainspirowanego francuskim chou à la crème. Wiąże się z nim pewna legenda. Dotyczy ona akrobaty, el Tarlà, który w latach czterdziestych zabawiał mieszkańców. Zakochał się on w córce cukiernika. Podczas składania jej wizyty zjawił się jej ojciec. Akrobata schował się w worku z mąką, ale po krótkim czasie zaczął kichać, robiąc "xui-xui" (czyt. cziu-cziu). Żeby nie denerwować ojca, wyszedł z worka, obiecał ożenić się z córką i dał ojcu przepis na ciastko: xuixo - nazwane tak, ze względu na to kichanie.
W czasie niektórych świąt można zobaczyć lalkę przedstawiającą akrobatę, w tych miejscach, gdzie przed laty zabawiał mieszkańców Girony.

Standardowo wycieczka na Boquerię. Byłem tam tyle razem i za każdym razem mnie zaskakuje! Tym razem znaleźliśmy kuropatwy i króliki. W całości, upolowane i do sklepu. Pióra, futro, wszystko na miejscu, tyle, że nie żyje. Miś zakupił różowy sok, wyciskany z pitayi i kokosa. Dał spróbować i muszę przyznać, że warty degustacji.
Trafiliśmy w okolicy katedry i na nasze szczęście normalnie płatne wejście do katedry, było szeroko otwarte. Po środku krużganków stała szopka. Dwanaście gęsi - symbolizujące męczeńskie lata życia świętej Eulalii (powinno być ich trzynaście) - gęgały na całe gardło. Obejrzeliśmy też środek i powiem tylko, że byłem pod wrażeniem. Może z zewnątrz katedra nieskończona, ale środek jest cudowny. O szczegółach może w kolejnym wpisie.
Następnie mała wycieczka po targu, ale ze względu na ilość ludzi uciekaliśmy z głównych uliczek. Schowaliśmy się na ostatnim piętrze El corte ingles, popijając kawę podziwialiśmy już świątecznie oświetloną Barcelonę. Jest urocza!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz