Znając życie zaraz zacznie się wielki krzyk: Jacenty zacznie krzyczeć, że to Paryż jest najpiękniejszy, ktoś inny może że Rzym czy chociażby Praga... ale ja Wam mówię - Dublin! Dlaczego? Bo na piękno miasta składają się nie tylko budynki, ale też - a raczej przede wszystkim - ludzie!!! A pod tym względem - stolicy Irlandii nic nie przebije!
Jak to się zaczęło...
Że Dublin trzeba odwiedzić - wiedzieliśmy od pierwszego dnia przyjazdu tutaj. Pytanie tylko - kiedy. W ostatni weekend akurat nadarzyła się okazja - 250 urodziny Guinnessa. Przygotowania nie trwały długo - zebraliśmy ekipę(5 Francuzów, 2 Niemki, 3 Polacy + 2 Francuzi których zastaliśmy na miejscu). Sorhaja zarezerwowała miejsca w hostelu (najtańszy w Dublinie, a naprawdę blisko centrum - Brown Hostel - ok. 10€/os/noc) a my - bilety(City Link - bookując bilety online płaciło się 5€/os/w 1 stronę - zamiast standardowych 15€...) i już - jedziemy!
W piątek stawiliśmy się na Coach Station w Galway jakieś 20 min przed odjazdem autobusu. Chwile później zorientowaliśmy się, że do bramki 'D', która była naszą bramką, uformowała się dłuuuga kolejka. No cóż - grzecznie stanęliśmy sobie na jej końcu. Potem było jakieś zamieszanie, ale byliśmy tak zaaferowani rozmową ze sobą, że nie za bardzo wiedzieliśmy o co chodzi... zresztą - przecież mamy bilety, nie ma się czym przejmować. Gdy wreszcie przyszła kolej na nas - okazało się że nie ma już miejsc dla naszej 10-tki!!! Po burzliwej kłótni z Panem biletowym okazało się, że na samym początku krzyczał on: 'Booked online tickets first!!!' ale niestety kłębił się wtedy wokół niego dźwiękoszczelny tłum, a my nie znaliśmy tutejszych 'procedur' więc cóż -uznano że nie zjawiliśmy sie, czyli nie jedziemy, czyli nasze miejsca sprzedali tej krętej kolejce która była przed nami... Pan jednak okazał się naprawdę miły, przebookował nam bilety i ładnie się do nas uśmiechał. Nie pozostało nam nic innego jak czekać na następny autobus. Tym razem zajęliśmy miejsce tuż przy bramce, więc gdy godzinę później kolejny pan krzyknął: 'Booked tickets!' - to my byliśmy pierwsi;)
Jeszcze tylko 3,5 godziny podróży, gdzie pod koniec musieliśmy w skupieniu wypatrywać naszego przystanku: 'Dublin City Burgh Quay' (najbliżej centrum) i już, jesteśmy!!!
Angielsko - Francuski...
Na przystanku przywitała nas Marianna, która załapała się na autobus godzinę wcześniej i teraz miała nam pokazać drogę do hostelu. I tutaj, muszę przyznać że byłam trochę zaskoczona - bo najpierw pogadała z nami po angielsku - mówiła na prawdę bardzo dobrze - a potem zaczęła rozmawiać po francusku z francuzami... hmmm - Irlandka, która tak dobrze mówi po Francusku - aż tak to nie, bo mówiła dobrze, ale mimo wszystko bez Irlandzkiego akcentu. To może Francuska która tak dobrze mówi po angielsku...? To też nie pasuje. Poznałam tutaj już wielu ludzi z różnych krajów i niestety Francuzom (jak i Hiszpanom) trzeba przyznać jedno - uczenie się angielskiego przychodzi im ze strasznym trudem (głównie z powodu bardzo silnego akcentu, którego ciężko jest im się pozbyć). Najbardziej widoczne jest to na imprezach - jeśli jest ona zdominowana przez Hiszpanów lub Francuzów - bardzo szybko zaczynają oni ignorować to, że mimo wszystko nie wszyscy znają ich język i Francuzi - mówią po francusku (bo oni naprawdę kochają swój język) a Hiszpanie - po hiszpańsku (bo oni naprawdę kochają gadać;P ). A tu - niespodzianka! To była pierwsza Francuzka, której naprawdę zazdrościłam jej angielskiego!!! Ale nie ma się co dziwić - zakochała się w Irlandii jakiś czas temu i spędziła tutaj już duuużo czasu - głównie pracując u Irlandzkiej rodziny jako opiekunka do dzieci. Dobry sposób;)
250 urodziny Guinnessa
Z tej okazji działo się trochę ciekawych rzeczy w Dublinie. Mianowicie w dzień, w którym przyjechaliśmy był 'dzień i noc muzeów, wystaw itp' czyli do 11p.m. wszędzie gdzie się tylko chce - wstęp wolny + darmowe autobusy jeżdżące po mieście. Minusem było to że mieliśmy dość mało czasu - gdy dotarliśmy do hostelu, żeby zostawić rzeczy - była jakaś 9p.m. - wiedzieliśmy że czasu starczy nam na tylko jedno miejsce. Długo się nie zastanawialiśmy - Fabryka Guinnessa!!!
Normalnie wstęp kosztuje 8€. Największą atrakcją jest to, że dostając bilet (w naszym przypadku - jak już wspomniałam - za free) dostaje się kupon, który można wykorzystać wymieniając na pintę Guinnessa w knajpce na samej górze, albo biorąc krótką lekcję i nalewając swoją własną pintę;) Wszystkich odstraszyła potworna kolejka do tej drugiej formy wykorzystania kuponu, ale ja stwierdziłam, że nie przepuszczę takiej okazji!!! Towarzystwa dzielnie dotrzymał mi Paweł. Było warto!!! Bo gdyby nie to...
Szczęśliwi, ze swoją własnoręcznie nalaną pintą Guinnessa, szukaliśmy miejsca żeby usiąść i ją wypić;) Dosiedliśmy się do jakichś 2 ludzi. I nawet nie wiem od czego się zaczęła nasza rozmowa: od tego, że oni są 'rodowitymi' Dublińczykami, czy że my jesteśmy z Polski i studiujemy w Galway... ale nagle się okazało np. że ojciec Sean'a ma kamienice we wrocławskim rynku!!! Sean natomiast nigdy tam jeszcze nie był - więc oczywiście zaprosiłam go;) powiedziałam że koniecznie musi tam pojechać - tożto przecież najpiękniejsze miasto w Polsce;) I od słowa do słowa... skończyło się na krótkiej lekcji języka irlandzkiego i wymienienia się numerami telefonu i mailami;)
Tego wieczoru odwiedziliśmy jeszcze - jak się później okazało - najbardziej popularny pub w Dublinie - The Templer Bar. Był naprawdę świetny, z klimatyczną irlandzką muzyką (oczywiście na żywo) ale... jak tam kiedyś będziecie - lepiej nie kupujcie Guinnessa... zgadnijcie ile kosztuje ;P (6,10€)
Darmowy tour po Dublinie.
Codziennie, o godzienie 11a.m. oraz 1p.m. spod City Hall wyrusza darmowa wycieczka po Dublinie. Przewodnikami są zazwyczaj studenci-wolontariusze, którym nikt za to nie płaci. Toteż nasz na początku powiedział nam: 'Fell free to give me a tip in the end of the tour' bo to jedyny sposób w jaki dostają oni wynagrodzenie za oprowadzanie turystów. Ale trzeba przyznać - że nasz 'przewodnik' naprawdę na napiwek zasłużył!!! Był typowym Irlandczykiem - ogniście rude włosy, wszędzie piegi, niesamowicie niebieskie oczy;p Ale co ważniejsze - miał niesamowite poczucie humoru - pierwszy przewodnik, którego kawały naprawdę były śmieszne!!! Już nie mówiąc o tym, że o wszystkim opowiadał z niesamowitą pasją!!! Aż miło się słuchało;)
Potem - czas na obiad! I tutaj mała rada - jeśli chcecie zjeść w jakiejś knajpce to radzę zdążyć przed 5p.m. - wtedy można jeszcze kupić irlandzkie śniadanie, lub coś typu lunch który wygląda jak obiad, a kosztuje 10€ (po 5p.m. obiad kosztuje np. 22€). My na szczęście - zdążyliśmy;)
Irish breakfast: bekon, sadzone jajka, kiełbaski, duszone ziemniaki, smażone pomidory, tosty, czarny i biały pudding (nie wiem z czego składa się biały - ale czarny to coś typu kaszanka...). Cena (w Dublinie na Tample Bar street) 8,99€
Irish stew: coś typu naszego gularzu. Cena: 10€
Danie dnia: pierś z kurczaka, sos, frytki, sałatka. Cena: 10€
Irlandzkie szaleństwo
Nadszedł wieczór - nadszedł czas na to, żeby zgodnie z obietnicą odezwać się do Sean'a. Zaprosił nas do Tea Garden, gdzie siedział z grupą swoich znajomych. W ogóle - samo miejsce było niesamowite - znajduje się przy jednej z głównych ulic Dublina (dla zainteresowanych: 7 Lower Ormond) i z zewnątrz totalnie nie wygląda na to, że kryje w sobie coś takiego!!! Klimat niesamowicie relaksujący, można usiąść po turecku, zamówić sziszę i herbatkę, rozkoszować się jej smakiem i miłą rozmową;) A rozmowa sama w sobie bardzo ucząca - bo z 6-ma Irlandczykami;)
Potem poszliśmy trochę poszaleć w Dublińskich pubach, a potem nawet kubach. Załapaliśmy się na jakiś koncert nawet;) A nasi nowi znajomi okazali się naprawdę zabawni;) Obiecali nam odwiedzić nas w Galway. No a w przyszłym roku spotykamy się wszyscy we Wrocławiu!!!;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zapewne jest to najpiękniejsza stolica Irlandii, ale jest szansa, że w przyszłym tygodniu przyznam Ci rację :)
OdpowiedzUsuńJa jeszcze niewiem kiedy dostane szanse ocenienia... ale pewnie masz racje Elu:P mi się z reguły stolice nie podobają, a jeśli miasto jest fajne, to nie jest stolicą:P Wrocław, La Laguna, Lwów...
OdpowiedzUsuń