środa, 21 października 2009

Nuestra nueva casa, czyli nasz nowy dom:)

Przyznam szczerze, że trochę to wszystko szalone. Byliśmy ze znajomymi na jakiejś wielkiej fieście na terenie uczelni. Bawiliśmy się jak zawsze świetnie, spotkaliśmy sporo znajomych, były nawet bębny. W pokojach byliśmy może koło godziny 5. rano, więc następnego dnia spało się troszkę długo... ale co to był za dzień;)

Decyzja
Obudziła mnie Monika, która chciała skorzystać z internetu, więc przyszła do mnie po komputer. Poszliśmy razem, trochę pogadaliśmy, potem stwierdziła, że trzeba iść do Kasi. Poszliśmy więc i trochę pogadaliśmy (jeszcze z Tomkiem). Temat zszedł na mieszkanie. Teraz czas na małą dygresję. Ewa i Monika są znane w całej Polonii, a także wśród innych erasmusów z tego, że szukają mieszkania i dużo kombinują, żeby zawsze wyszło taniej. Do tej pory spały u znajomego na tak zwanym couchsurfingu i w sumie trwało to koło miesiąca. Niedawno się wprowadziły, ale nie podobało im się nowe mieszkanie, więc kombinowały dalej. Bardzo chciały się wprowadzić do domu pewnej hiszpanki (mówimy na nią bruja, albo chica loca). Namówiły Kasię Tomka i mnie i parę chwil później byliśmy oglądać dom. Z jakim skutkiem? Z postanowieniem "wprowadzamy się jutro!"

Dom
Z tym jutrem nie wyszło, bo nie było czasu, ale wprowadziliśmy się już w poniedziałek! Ostatecznie mamy - jak dla mnie - genialny dom z wielkim potencjałem i świetną właścicielką. Mamy ganek, na którym rosną róże i parę innych roślin. Mamy ogródek z pomarańczami i cytrynami i graffiti na ścianie. Ogólnie dom jest bardzo stary i widać to po nim, ale... ma to coś: dużo sekretów i dużo możliwości. Właścicielka obiecała nam farby, poza tym wpada do nas codziennie i przynosi nowe rzeczy. Zawsze przy okazji strasznie długo nawija. Problem taki, że Kasia ją rozumie, Ewa mniej więcej, a ja z Moniką, naprawdę mało. Nie dlatego, że mówi po hiszpańsku. Ona mówi jak prawdziwa hiszpanka, czyli strasznie dużo i strasznie szybko. Kobieta naprawdę fajna, bo powiedziała, że niezależnie od ilości osób, za dom chce tyle i tyle miesięcznie. Może nas tu spać nawet 20. Mamy trzy pokoje, kuchnie, łazienkę, wspomniany ganek i ogród za domem. Poza tym też salon i dziwne pomieszczenie pomiędzy moim pokojem, kuchnią a łazienką. W domu mieszkają 4 osoby, poza mną wspomniane Ewa z Moniką oraz Kasia. Dom ma też drugie mieszkanie na górze (z osobnym wejściem) i w nim jak na razie mieszkają dwie sympatyczne Włoszki:) Podsumowując... Dominik zawsze się ustawi :) Tymbardziej, że mam bardzo ciekawe okno w pokoju. Okno wychodzi na coś, co kiedyś mogło być patiem, teraz jest rodzajem schowka przy kuchni (tylko z niej da się tam wejść). Ale to nie wszystko. Okno z łazienki wychodzi na to samo pomieszczenie... efekt? Mam z pokoju genialny widok wprost na łazienkę, bo okna są naprzeciwko siebie w odległości może 5 metrów :)

Spanie
Dom jest bardzo pojemny. W moim pokoju stoi podwójne łóżko ("if you know, what i mean";), a pod nim materac. Łóżko Ewy da się rozłożyć, czyli mamy już 3 gratisowe miejsca, poza tym w salonie stoją dwie kanapy, a jedna z nich jest rozkładana. Łącznie 6 miejsc do spania + dużo miejsca na podłodze dla ludzi ze śpiworami (oczywiście nie licząc naszej czwórki)

Lokalizacja
Nie wspomniałem jeszcze o lokalizacji. Mieszkamy parę metrów od pasa startowego i niekiedy widzimy te ogromne maszyny lądujące albo startujące. Hałas wbrew pozorom nie jest aż taki straszny. Przyznam szczerze, że niewiele różni się od tego, który był na akademikach, kiedy przelatywał samolot. Tak więc... Asiu i Jacku, co wy wiecie o mieszkaniu na lotnisku. Byliśmy grupą na wycieczce w górach, między innymi z Kasią, i oglądaliśmy La Lagune i Santa Cruz nocą, kiedy było widać tylko światła. W pewnym momencie widziałem mocne światło przesuwające się wzdłuż mniejszych świateł ułożonych w rządek. I mówię do Kasi "Popatrz... samolot ląduje... Tam mieszkam". Już nawet po odgłosach wiemy, czy samolot ląduje, czy startuje. Jeszcze trochę, będziemy wiedzieli jaki samolot właśnie wylądował. Poza tym mieszkamy blisko centrum: około 15 minut spacerem na uczelnie. Tyle samo do estacion de guaguas, czyli dworca PKS. Niewiele dłużej na tzn. imprezownie, czyli miejsce, gdzie nocą ciężko przejść, bo jest tłum ludzi.

A wspomniałem już o gratisach? W lodówce znaleźliśmy starego, ale wciąż zakorkowanego szampana, którego wypiliśmy wspólnie pierwszego dnia pobytu. Poza tym w ogródku jest sygnalizacja świetlna, a w salonie znaleźliśmy lampę z budowy (taką samą, jaką przyniosły kiedyś dziewczyny na imprezę do akademika, a potem zabrały nam ją współlokatorki Patryka, czyli kolegi z Polski). Ogólnie co chwile znajdujemy jakieś ciekawostki, bo tak jak wspomniałem ten dom ma trochę sekretów, a także ciekawą historię

No ale to chyba tyle, bo się już rozpisałem, że hoho. Ale jestem przeszczęśliwy, bo dom jest tani, w dobrej lokalizacji, bardzo stylowy, duży i przestronny, a przede wszystkim mam świetne towarzystwo. Tak więc... Zapraszam, zapraszam, bo jest do czego ;)

Jak tylko załatwimy internet, to wrzucę jakieś zdjęcia i napiszę relacje z bardzo ciekawej wędrówki w góry Anaga:)

PS. Dziewczyny bardzo lubią bawić się w couchsurfing. Do tego stopnia, że zrobiły go z naszego nowego domu. Na początku przyszłego miesiąca przyjeżdża do nas jakiś polak na kilka dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz