Do wschodu słońca było jeszcze daleko. Był to jeden z nielicznych momentów w Hiszpanii kiedy można zmarznąć. Siedzieliśmy lekko zdenerwowani w oczekiwaniu na pociąg. Poprzedni odjechał w momencie wbiegania na peron. Wszystko przez to, że musiałem wrócić się po śpiwór (niesamowite, że pakując do plecaka 6 rzeczy zapomniałem najważniejszego - naszego łóżka), a źle nastawiony zegarek utwierdził mnie w przekonaniu, że mam jeszcze czas na wyjęcie gotówki z bankomatu.
Pociągi rano kursują rzadziej. W głowie liczyłem ile będzie czasu na przesiadkę. Czy 15 minut starczy na dojście do dworca na ostatni autobus do Girony?
Przyjechał, my wsiedliśmy. Klimatyzacja w pociągu nad ranem kiedy jest zimno nie jest aż takim luksusem. Jakimś sposobem znaleźliśmy miejsce siedzące. O tej porze środki transportu pełne są śpiących Katalończyków wybierających się do pracy.
Wysiedliśmy. W zasadzie można by powiedzieć wybiegliśmy. Kilka korytarzy, kilka ruchomych schodów dalej i jesteśmy w metrze. Tylko 2 przystanki i będziemy na miejscu. Na szczęście znamy trasę. Dobiegliśmy na miejsce kilka minut przed odjazdem. Tylko gdzie się kupuje bilety. Oszczędzę innym czasu, którego wtedy nie miałem i powiem: Na piętrze jest specjalne stanowisko Girona Airport. I jeszcze jedno: Przyjmują tylko gotówkę.
Rankiem w Barcelonie nie ma jeszcze korków. Aut jest mnóstwo, ale cała ta rzeka jakoś płynie, przemieszcza się. Jechaliśmy w pełnym autobusie, wszyscy lekko śpiący. Nad morzem wschodziło słońce. Niebo zapowiadało kolejny ciepły dzień w Hiszpanii. Wysiedliśmy na 15 minut przed zamknięciem bramek. Jak się okazało później był to czas otwarcia bramek, a nie zamknięcia. Zdążyliśmy pozwiedzać jeszcze sklepy na lotnisku.
Niecałe 40 minut później lądowaliśmy w równie słonecznym kraju. Z tą różnicą, że tam znają słowo wiatr. Jest też zdecydowanie więcej zieleni. Właściwie podróż trwa 1h40, ale ze względu na położenie (najbardziej na wschód w Europie) Portugalia daje podróżnym godzinę więcej, którą oddajemy wyjeżdżając.Lotnisko jest ok. 12km na północ od miasta. Dojeżdża tam metro (linia fioletowa - E). Podróż trwa ok. 30 minut. Bilety (niebieskie z napisem Andante) kupuje się w automacie na stacji. W razie problemów jest tam specjalny pracownik, który pomaga je nabyć (wierzcie, że jest to problem nie tylko dla turystów). Trzeba też pamiętać, że bilety są okresowe, można się przesiadać i należy je skasować przed wejściem do pojazdu (który przypomina niemiecki standard). Biletu, broń Boże, nie wyrzucać. Przyda nam się jeszcze nie raz, bowiem są to karty, które można doładować.
Wysiedliśmy na jednej z ważniejszych stacji, Trindade (tzn. Trójca). Wstąpiliśmy do pobliskiej kawiarni i zostaliśmy mile zaskoczeni ilością słodkości jakie tu mają. Oczywiście nie dało rady spróbować wszystkiego. Ale spokojnie możemy polecić kilka rzeczy.
Bola de berlim (maślana bułka z masą kokosową)
Jeszcze jedną słodką rzeczą, którą musicie spróbować w Portugalii, są rabanadas - smażone kromki chleba. Jest to tradycyjna portugalska potrawa świąteczna. Smakołyk jest sycący, pyszny (szczególnie na ciepło) i tani (zaledwie 0,10€). O portugalskiej gastronomii będzie jeszcze później.
Więcej o portowych przygodach napisze Asia, ja tymczasem wrócę do tytułu naszego bloga (taniego podróżowania) i kilku praktycznych rad.
Cena transportu właściwie została uzależniona od ceny biletów na lotnisku (bilety lotnicze kosztowały znów 1€). Od naszego domu do Girony jest kawałek (ok. 100km, metro+autobus 24€/os. w 2 strony). Na szczęście koszt przejechania z portu lotniczego do centrum Porto to koszt zwykłego bilety (należy kupić bilet z4 - an cztery strefy). Za nocleg też nie płaciliśmy. Warunki nie były luksusowe, bo światła w hali na lotnisku zgasili ok. 2. w nocy, a już koło 7. rano zebrał się spory (czyt. głośny) tłum ludzi i musieliśmy wstawać. Ale po raz kolejny udało nam się zostawić trochę pieniędzy w portfelu i wydać je na znacznie przyjemniejszy sprawy (np. specjały lokalnej kuchni). Na dole przykładowe ceny w Portugalii (znacznie niższe niż w Hiszpanii).
Bilet (titulo)na 4 strefy (lotnisko-centrum): 1,45€
Dodatkowa opłata za kartę: 0,50€
Ciasto w ciastkarni (confeiteria): 0,50€-0,75€
Kawa z mlekiem (meia de leite): 0,55-0,85€
Ryba, frytki, ryż i sałatka: 4,5€
Szklanka porto w knajpce: 1,2€
Butelka porto w sklepie: 3,2€
Kieliszek wina stołowego (copa de vinho branco): 0,5€
Kilogram oliwek na placu: 3-5€
Więcej o portowych przygodach napisze Asia, ja tymczasem wrócę do tytułu naszego bloga (taniego podróżowania) i kilku praktycznych rad.
Cena transportu właściwie została uzależniona od ceny biletów na lotnisku (bilety lotnicze kosztowały znów 1€). Od naszego domu do Girony jest kawałek (ok. 100km, metro+autobus 24€/os. w 2 strony). Na szczęście koszt przejechania z portu lotniczego do centrum Porto to koszt zwykłego bilety (należy kupić bilet z4 - an cztery strefy). Za nocleg też nie płaciliśmy. Warunki nie były luksusowe, bo światła w hali na lotnisku zgasili ok. 2. w nocy, a już koło 7. rano zebrał się spory (czyt. głośny) tłum ludzi i musieliśmy wstawać. Ale po raz kolejny udało nam się zostawić trochę pieniędzy w portfelu i wydać je na znacznie przyjemniejszy sprawy (np. specjały lokalnej kuchni). Na dole przykładowe ceny w Portugalii (znacznie niższe niż w Hiszpanii).
Bilet (titulo)na 4 strefy (lotnisko-centrum): 1,45€
Dodatkowa opłata za kartę: 0,50€
Ciasto w ciastkarni (confeiteria): 0,50€-0,75€
Kawa z mlekiem (meia de leite): 0,55-0,85€
Ryba, frytki, ryż i sałatka: 4,5€
Szklanka porto w knajpce: 1,2€
Butelka porto w sklepie: 3,2€
Kieliszek wina stołowego (copa de vinho branco): 0,5€
Kilogram oliwek na placu: 3-5€


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz