

Aveiro nazywane - moim zdanie błędnie - portugalską Wenecją. Może rzeczywiście łódeczki do przewozu turystów są trochę weneckie, ale samo miasto przypomina mieszkanke holenderskich miasteczek (kanały) i portugalskich wiosek (kafelki na ścianach).

Zwiedzanie miasteczka nie zajelo nam duzo czasu, wiec postanowilismy zjesc jeszcze obiadek. Rzecz, której nie mozna opuscic w Aveiro, to "Ovos moles" - lokalna specjalność robiona przez rozbełtanie żółtek z cukrem i wrzucenie i do wrzącej wody. Brzmi dziwnie, ale smakuje genialne. Oczywiście najeść się tym nie można. Potem wybraliśmy się do taniej knajpki na najbardziej popularne portugalskie danie - bacalhau. Podobno istnieje tyle sposób robienia go, ile jest dni w roku. Niektórzy mówią, że jest ich aż tysiąc. Tak czy inaczej, zdecydowanie dużo! My spróbowaliśmy wersję w śmietanie z ziemniakami i cebulą, tzw. "bacalahu com natas".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz