Szukaliśmy mieszkania naszego gospodarza. Mieliśmy rozrysowaną całą drogę, uliczka po uliczce. Trochę się pogubiliśmy, ale dojechaliśmy do miasta. Po godzinie znaleźliśmy się w odpowiedniej dzielnicy. Spytaliśmy o drogę, okazało się, że musimy zawrócić.
Następne 15 minut sprawdziły moje 5-letnie doświadczenie kierowcy. Prawdziwy koszmar! Droga była o 15 centrymetrów szersza niż auto. Pewnie nie wierzycie. Podam Wam adres, pojedziecie, uwierzycie!
Kiedy dotarliśmy do celu, okazało się, że nie tak łatwo jest znaleźć dom o numerze ósmym. Poprosiliśmy o pomoc starszego pana. Wytłumaczyliśmy mu całą historię: kogo szukamy, skąd go znamy, dlaczego nie możemy zadzwonić (komórka się rozładowała). Pan zaczął szukać z nami numeru ósmego. Spotkał swoją znajomą, której opowiedzieliśmy całą historię ponownie. Pan poszedł naładować naszą komórkę, a pani opowiedziała nam historię każdego mieszkańca.
Tu mieszka boliwijska rodzina, masa dzieci, duże auto, porządni, nie kradną. Tam dwójka młodych chłopaków. Inna historia o młodej Brazylijce, która flirtowała z kimś przez 5 lat, przyjechała do Galicji, by poznać swojego wybranka i okazało się, że mężczyzna ma 50 lat i 5 dzieci.

Państwo starali się nam bardzo pomóc. Po pół godzinie okazało się, że jest jeszcze druga ulica o tej samej nazwie. Gdy dotarliśmy tam, spytaliśmy o numer ósmy. Niestety nie było takiego. Znów wąskie uliczki, na których ledwo mieście się jedno auto.
Zdesperowani zadzwoniliśmy do naszego hosta, żeby nas odebrał. Chwilę później znaleźlismy się na właściwej - trzeciej tego dnia - Camino de Outeiro numero 8.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz