Ci, którzy czytali poprzednie wpisy wiedzą o naszej fascynacji CouchSurfingiem. Pozostałym powiem, że w czasie naszej podróży chcieliśmy wykorzystać tę piękną ideę poznawania ludzi i wykorzystywania ich kanap ;)
Plany planami, nie zawsze się udało kogoś znaleźć. Zdarza się. Trzeba poradzić sobie jakoś inaczej. Hostel nie był brany pod uwagę ze względów studenckich. W ten sposób stworzyliśmy dwa "nowe" pomysły surfowania.
CocheSurfing (coche - hiszp. auto)
Dość oczywisty i naturalny pomysł kiedy przemieszcza się autem - można w nim przecież też spać. Wypróbowaliśmy go już pierwszej nocy.
Normalnie w każdym autku można rozłożyć siedzenia to tyłu i jakoś się wyspać. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że bagażnik i tylne siedzenie w naszym wehikule załadowane są zawartością mieszkania, w którym spędziliśmy 10 miesięcy (co oznacza, że jest tego dużo!).
W konsekwencji nasz pierwszy nocleg nie należał do najprzyjemniejszych w życiu. Niestety nie było żadnej alternatywy, bo padał deszcz.
KoczoSurfing
Po nocy w aucie stwierdziłem, że więcej tak spać nie chcę. Nie oznacza to, że zamierzam płacić za hostel. Po prostu trzeba znaleźć alternatywne rozwiązanie.
Po noclegu w Toledo, zmierzaliśmy na zachód. Dzień intensywnego zwiedzania i standardowy wieczorny problem: gdzie dzisiaj śpimy. Przydała by sie woda i trochę zieleni. Sprawdziłem mapy Googla, fajne miejsce w okolicy, no to jedziemy. Na miejscu okazało się, że rzeki nie ma tam już od dawna, a w okolicy kręcą się jacyś dziwni ludzie. Jedziemy dalej. Była już pierwsza nad ranem i myśleliśmy tylko o spaniu. Zdesperowani dojechaliśmy do najbliższej większej miejscowości, rozłożyliśmy się w parku z materacem i śpiworkami. Tak przekoczowaliśmy sobie noc ukryci za dużo krzakiem, śpiąć - jak się okazało rano - koło zdechłego ptaka, po którym łaziło mnóstwo mrówek (po nas też chodziły i nie dały nam spać).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz