sobota, 10 lipca 2010

Gringo i Blanka na przedmieściach Afryki czyli Marakesz za 10 euro

Tytul chwytliwy i miły dla ucha, ale niestety nie do końca prawdziwy. Bo ani ja w Marakeszu nie byłam Blanką ani Jacenty nie był Gringo. Nie zaliczaliśmy się nawet do grupy Hiszpańskich Giris... Przechodząc obok marokańskich straganów otrzymywalismy natomiast setki innych imion. Najczęściej spotyka się E! lub Ejejej! - pospolte zawołanie na zatłoczonym placu. Każdy turysta to dla sprzedawcy także Amigo, bo w koncu przyjaźń zobowiązuje – najczęściej do zakupienia jednego z tysiąca produktów, oczywiście po jak najbardziej okazyjnej cenie (zwykle dziesięciokrotnie przekraczającej ceny dla tubylców).





Marokańczycy to mistrzowie marketingu. Kręcąc się w pobliżu stoisk z jedzeniem co chwilę słyszałam “you’re so skinny, you’re so skinny, you have to eat!” (“jesteś chuda, musisz jeść!”.) Każdy ze straganów zdaniem właścicieli miał co najmniej pięć gwiazdek, klimatyzacje a nawet rekomendacje Roberta Makłowicza. Trzeba przyznać, że choć reklama mocno mija się z prawdą, jedzenie było naprawdę smaczne i tanie. Ale o tym na pewno napisze Jacek – nie mam serca zabierac mu tej przyjemności:)





Przez pierwsze kilka godzin zafascynowani kręciliśmy się po głównym placu pełnym przedziwnych postaci. Zaklinacze węży, treserzy małp, sprzedawcy gołębi oraz muzycy z dalekich stron zjawiają się tam codziennie zarabiając dzięki przyjezdnym. Jednak po jakimś czasie krążenie po placu bardzo męczy – każde zdjęcie, próba nakręcenia filmu a czasem nawet spojrzenie wywołuje niezwłoczne żądnie pieniędzy. Grzeczne podziękowanieza marokańskie usługi nic nie daje – oporny turysta zostanie niezwłocznie przekonany, ze ta oto drewniana kobra to produkt pierwszej potrzeby, że bez zdjęcia z małpą absolutnie nie można wyjechać z Marakeszu, a tatuaż z henny jest niezbędny do szczęścia każdemu, kto odwiedza Maroko.



Zmęczeni nachalnym zachowaniem sprzedawców postanowiliśmy odkryć inne części Marakeszu. Z jasnymi włosami, w sukience do kolan (40 stopni!)– prawdziwa blanca - zupełnie nie pasowałam do tłumu ciemnookich kobiet zakrytych od stóp do głów. Ktoś inny na moim miejscu może byłby przerażony, okazuje się jednak, że mieszkańcy Marakeszu są bardzo tolerancyjni.Poza tym jako muzułmanie mają zakaz zabijania, kradzieży i oszustwa, w mieście można więc czuć się bezpieczniej niż w większości Europejskich metropolii. Niestety, okazuje się że zwiedzanie “nieturystycznej” części miasta wcale nie jest łatwe. Mieszkańcy Marakeszu wolą trzymać obcych z daleka od prawdziwego marokańskiego życia. W końcu turysta jest od tego by płacić – a odpowiednie ceny są tylko na placu. Tysiące razy słyszeliśmy “nie, nie tam nic nie ma”, “ta ulica jest zamknięta” od razu znajdowały się też dziesiątki chętnych by zaprowadzić nas do placa.





Nie tak latwo jednak nas pokonac. Byliśmy uparci – nie przyjechaliśmy po to, żeby przez dwa dni oglądać iluzję dla turystów. I wkońcu po kilku próbach nam się udało. Świat za kurtyną może nie jest piękny w naszym rozumieniu, ale w końcu poczułam, że jest prawdziwy. Biały skuter mknie przez tłum z zawrotną szybkością, wioząc głowę rodziny, jego zakrytą od stóp do głów małżonkę, a w między nimi dwójkę dzieci. Mały osiołek o smutnych oczach próbuje ciągnąć wózek dwa razy większy od niego, a właściciel popędza go z batem w ręce. Pięcioletnia dziewczynka siedzi na małym krzesełku, zarabiając sprzedawaniem ciastek. A wszędzie dookoła ludzie ciągle dokądś idący, zajęci swoimi sprawami i w końcu nie zwracający na nas uwagi. Tylko od czasu do czasu usłyszymy “no, no, placa this way” (“nie nie, plac jest tam”). Ale zaklęcie już na nas nie działa.

Marakesz jest za granicą? Nie, Marakesz jest za przepaścią. Przepaść dzieli nas w sposobie myślenia, religii, otaczającym nas świecie. Ale kiedy następnym razem zobaczycie w Europie zakrytą od stóp do głów kobietę wraz z muzułmańską rodziną, kiedy być może ogarnie Was strach przed nieznanym, pomyślcie o Blance i Gringo wędrujących bezpiecznie po ciasnych i krętych uliczkach Marakeszu. Może jednak możemy się od nich czegoś uczyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz