
Przed sesją pomyślałem, że warto skorzystać z tego, że Girona ma tak dobre połączenie lotnicze w południową Europą. Przejrzałem oferty naszej ulubionej firmy i chwilę później poinformowałem Asię, że jedziemy na kilka godzin do Pizy, żeby zjeść dobrą pizzę.

Nasz wyjazd wypadł idealnie między egzaminami. Okres z definicji ciężki, więc odrobina relaksu się przyda. Dzień wcześniej pracowaliśmy do drugiej w nocy, żeby później nie mieć zaległości. Pobudka po czterech godzinach była ciężka, ale nadrobiliśmy trochę snu w samolocie.
W ostatniej chwili przed wylotem zorientowałem się, że nie mamy jeszcze biletów. Nie było czasu, żeby drukować je gdzieś na mieście. Użyliśmy naszej drukarki, której konczy się tusz. W efekcie nasze bilety były różowe. RyanAir jest bardzo tolerancyjny. Kolor im nie przeszkadza.

W Pizie słonecznie jak w Barcelonie. W drodze do miasta miła starsza pani powiedziała nam, że dziś jest impreza, będzie parada i wszystko ozdabiają. To miłe, że po krótkiej nauce hiszpańskiego można zrozumieć włoski.
Dla tych, którzy się martwili, bo jeszcze nie widzieli krzywej wieży, ważna informacja: nadal jest krzywa. A dodatkowo można na nią wejść. Przyjemność kosztuje 15€ - czyli kwota jaką można wydać na 3 duże margaritty - ale będzie co opowiadać wnukom.

Miasto jest bardzo maleńkie w zasadzie jeden dzień to zdecydowanie wystarczająco. Oprócz zwiedzania wieży można pokręcić się po małych uliczkach, zajrzeć na targowiska. Dla nas celem podróży było spróbowanie włoskich specjałów, za którymi - muszę się przyznać - szaleję.
Klasycznie była pizza. Oczywiście na jednej się nie skończyło. Teraz żałuję, że nie wzięliśmy więcej. Po konsumpcji moja refleksja jest taka: jak się już raz spróbuje takiej pizzy, to powrót do PizzaHut jest niemożliwy!
Na pizzy się nie skończyło. Bogactwo kuchni włoskiej i nasz miłość do słodkich rzeczy nie pozwoliła przejść obojętnie koło takich kulinarnych szaleństw jak panna cotta czy tiramisu. Oczywiście nie mogło też zabraknąć włoskich lodów i czegoś do picia.


Udało nam się skosztować włoskiego chleba. Od razu przypomniały mi się wakacje sprzed 13 lat kiedy kupiliśmy kilka bochenków i okazało się, że są bez soli. Prawdziwa udręka! Nie mam pojęcia, jak można to przełknąć - dosalania wcale nie pomaga!
Pod pewnym względem Piza przypomina Barcelonę czy 18-stą dzielnicę w Paryżu. Można kupić tam wszystko! Okulary przeciwsłoneczne, "roleksy", produkty Dolce&Banana. Do wyboru do koloru. Handlem zajmują się murzyni, którzy chodzą po mieście i prezentują turystom swoja szeroką ofertę.
Pragnę przypomnieć, że próba używania języka angielskiego w tym kraju kończy się przeważnie podobnie jak posługiwanie się tam polskim - ciszą, wzruszeniem ramion lub włoską wiązanką słów (sugerującą brak zrozumienia).
Dla tych, którzy pragną odwiedzić Pizę, kilka praktycznych rad:
- Autobus do centrum kosztuje 1€ i jedzie ok. 20 min. W tym samym czasie dojdzie tam piechotą - taniej, w łatwy i przyjemny sposób. Polecam!
- Jedzenie w knajpie nie jest zbyt dobrym pomysłem, do posiłku dolicza się 2,5€ od osoby za wodę i "słodki" chleb.
- Na ulicy "Via Cardinale Pietro Maffi" znajduję się pizzeria z tanią i pyszną pizzą (4,5€ za dużą margarittę za wynos), warto! Obok sklep z wyśmienitymi lodami.
- Koło lotniska znaleźliśmy supermarket, przypuszczam, że jedyny w tym mieście! Dobry na ostatnie zakupy włoskich produktów.
z tym angielskim w tym kraju nie jest aż tak źle - raz tylko nie udało mi się kupić tyle chleba z oliwkami ile chciałem
OdpowiedzUsuńa opłaty 'za nakrycie stołu', owszem, są powszechne (raz stałe, innym razem jakiś procent zamówienia)
...a i jeszcze po oglądnięciu zdjęć:
OdpowiedzUsuńtiramisu takie apetyczne - aż chce się monitor zjeść :P
bileciki... ciekawe - ciekawe jak na Was patrzyli?
ale pizza (przynajmniej na zdjęciach) wygląda jak zrobiona ...od niechcenia - wybacz opinię :P
Może i od niechcenia, ale powiem, że we Wrocławiu takiej nie znajdziesz - Pizza Hut czy Galeria Italiana nie dorównują.
OdpowiedzUsuń