sobota, 26 czerwca 2010

Barcelona - Zaragoza

Oczywiście nie tak łatwo było się spakować. Planowo wyjechać mieliśmy przed południem. Oczywiście przypuszczałem, że będzie opóźnienie. No i było, 4-godzinne! Okazało się jeszcze, że musimy napisać referat na uczelnię - tego właśnie potrzebujemy!

Nie bez powodu ostrzegam każdego przyjeżdżającego do Barcelony, żeby uważać na złodzieji. Otóż chwilę przed naszym wyjazdem, kiedy pakowaliśmy rzeczy do bagażnika, koło naszego auta pojawił się interesant. Zaczął coś mówić. Nauczony doświadczeniem, zamiast zwrócić uwagę na niego, spojrzałemw drugą stronę i spostrzegłem drugiego osobnika skradającego się do drzwi kierowcy. Mogę tylko zgadywać co bym stracił, gdyby nie zdrowy rozsądek: komórkę, może laptopa?

Pół godziny później bylismy już na trasie do Lleidy, nasz pierwszy przystanek i zarazem ostatnie punkt w Kataloński. Po krótki zwiedzaniu - które utrudnione było przez 30-stopniowy upał (była godzina 18!) - i obiadku riszylismy dalej. Lleida jest miastem załadowanym przez wieżowce. Gdyby nie oryginalna katedra prawdopodnie jedynym wartym uwagi miejsce byłby supermarket. Przez cały czas myśleliśmy tylko o tym, że mogłoby być chłodniej. Jedynym sposobem na to był deszcz. Jak zaczał padać, tak nie przestał. Tak właśnie wylądowaliśmy w Zaragozie, siedząc w autku i czekając, aż skończy padać. To był męczący dzień, chyba pójdziemy spać, może jutr będzie słoneczny dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz