
My wybraliśmy się wraz z Katońską ekipą do małej mieściny pod Barcelonę (sama Barna była strasznie zatłoczona). Godzina jazdy autem i jesteśmy na plaży wśród innych grupek ludzi. Wszyscy palą ogniska, puszczają fajerwerki, obok jest dyskoteka na plaży.
Zaczęliśmy od zrobienia pikniku. Obowiązkowo musiała byś katalońska słodkość - Coca. Typów tego ciasta jest mnóstwo, my mieliśmy trzy: z owocami, z kremem i tradycyjną (robioną przez mamę Dawida - pycha). Oprócz tego przynieśliśmy galicyjskie ciasto i jabłka w cieście (nasze dzieło).
Cała noc przelaciała nam na rozmowach, jedzenie, puszczaniu fajerwerków i obowiązkowo: skakaniu przez ogniska i kąpieli w morzu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz