Tym razem o hiszpańskim nawykach żywieniowych i o śmiesznych sytuacjach, które z tego wynikają.
Hiszpanie - tak jak większość ludzi - mają 3 posiłki: śniadanie, lunch i kolację. Śniadanie w domu albo w drodze do pracy (kanapka + kawka) - nic specjalnego.
Lunch wśród studentów wygląda dość ciekawie. Po południu jest przerwa obiadowa, zajęć nie ma (między 12-stą a 14-stą). Na uczelni są stołówki i masa mikrofalówek. Ludzie przynoszą z domu obiadki, odgrzewają je sobie i wychodzą na zewnątrze posiedzieć na trawie, zjeść posiłek i wypić piwko.
Najciekawsza częśc to chyba jednak kolacja. Pierwsza sprawa to pora, w której ją konsumują. Gdzieś między 21-stą a 23-stą. Jeszcze ciekawsze jest podejście do ostatniego posiłku. Jest on zwykle długi i bardzo ważny. Nie ma możliwości, żeby było inaczej. Nie chodzi o to, że jedzą dużo, po prostu jedzą długo, bo dużo gadają. Ważność tej ceremonii odkrywa się wtedy, kiedy zaprasza się gdzieś Hiszpanów. Dla nich istnieje wtedy tylko jedno ważne pytanie: "A czy będzie obiad?". Nie pytają: "gdzie, kiedy, z kim, po co". Najważniejsze jest jedzenie!
Szczerze powiedziawszy po kilku miesiącach bycia tutaj zauważyłem, że umawiając się z kimś, też zacząłem pytać o to, czy będziemy gdzieś jeść.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
A przecież Hiszpanie to bardzo 'zdrowi i szczupli' ludzie - aż dziw bierze, że jedzenie o takiej porze nie sprawia im kłopotów z zaśnięciem i nie walczą z otyłością :)
OdpowiedzUsuńPoza tym, ważne pytanie: czy między 14 a 21. nie czują głodu?:D
Chodzą spać dość późno, więc w zasadzie jedzą kilka godzin przed snem.
OdpowiedzUsuńOdnośnie ważnego pytania: Przy tych upałach bardziej chce się pić niż jeść. Przyznam, że sam jem tylko 2 posiłki (11h i 18h), kwestia przyzwyczajenia chyba.