sobota, 24 lipca 2010

Książki

Nawet podejście do książek pokazuje co nieco o mieszkańcach kraju. Jak na razie najbardziej lubię chyba francuskie podejście. Zwykle księgarnie są pełne, szczególnie te duże. Nie chodzi o to, że Francuzi chodzą tam kupować, bo ceny nowych książek nie zawsze są niskie. Część z nich udaje się do księgarni, żeby sprawdzić nowe tytuły, albo nawet przeczytać całą lekturę. Druga rzecz za którą uwielbiam Francję to sprzedaż książek używanych. Za dosłownie grosze można dostać dobre tytuły, czasem w wersjach oryginalnych. Ostatnio zakupiłem Mikołajka za 80 groszy.
Trochę inaczej wygląda to w Portugalii. Powiedziano mi, że tam się za bardzo nie czyta i ceny są wysokie. Problem trochę jak z kurą i jajkiem. Nie wiadomo czy nie czytają, bo drogie. Czy drogie, bo nie czytają. Nawet jeśli znajdzie się książki używane, to ceny nie spadają poniżej połowy ceny nowej książki.
W Hiszpanii było jeszcze inaczej. Książki w księgarniach średnio-drogie, jak na moją kieszeń to nawet drogie. Połowa książek jest sprzedawana w ciągu jednego dnia (23. kwietnia). Na szczęście jest alternatywa. Jak zawsze w Hiszpanii trzeba się trochę naszukać, żeby ją znaleźć, ale za to jest naprawdę tanio. Na jednej z większych (i dłuższych ulic) jest mały garażyk, w którym można wziąć książki. Leżą tam całych dzień i czekać na czytających. Wszystko za darmo. Pozycje są w przeróżnych językach. Haczyk jest taki, że napis “książki za darmo” jest po kataloński, więc warto by sie nauczyć choć tej frazy.