Teneryfa, którą odwiedziliśmy, mi bardziej przypomina Amerykę południową.
Rano pan zamiata ulice liściem z palmy. Autobus czeka na przechodzące przez ulicę kozy. Absolutnie nikt się nie spieszy. Na ulicach rośnie hibiskus i aloes. U sąsiada zerwać można cytryny albo pomarańcze. Pod ratuszem rosną banany. Cały świat jest niesamowicie kolorowy. Wszystkie budynki pomalowane są bardzo intensywnie. W Polsce powiedziano by "kicz", a tam, nigdy w życiu. Po prostu kolorowy nie mogły być dziwniej dobrane i tak pięknie pasować jednocześnie. Ten niesamowity nieład panujący nie tylko w domach, ale i na całej wyspie tworzy szczególną harmonię, w której trudno jest się nie zauroczyć.

Już sam język świadczy o tym, że Wyspy Kanaryjskie to nie dokładnie Hiszpania. Już po lądowaniu można wyłapać drobne różnice w słownictwie. Czasem warto znać je wcześniej i nie robić wielkich oczu, kiedy ktoś na autobus powie guagua, które zabrzmi jak "uaua".
Druga sprawa, która wpada szybko w ucho to nie wymawianie końcowego "s" i tak możemy usłyszeć wyliczanie: "un, do, tre" albo też zachęcenie do działania: "vamo señore".
Kolejna sprawa to niesamowita różnorodność wyspy. Na przykład biorąc pod uwagę klimat. Niby wyspa na oceanie, położona tuż "ponad" zwrotnikiem Raka, co automatycznie oznacza ponad 20 stopni przez cały rok. Jednakże miejscowi dobrze wiedzą, że "na południu" - co brzmi trochę śmiesznie, bo wyspa ma ok. 70km długości - jest cieplej. Ze względu na dużą pagórkowatość (w zasadzie górzystość) powstają kolejne różnice temperatur. Na prawie 4-tysięcznym wulkanie jest podobno "zimno". Zamarznąć jest trudno, ale jak się już człowiek przyzwyczai do 25 stopni w styczniu, to na taką górą iść się po prostu nie chce.

Teneryfa jest też idealnym miejscem na surfowanie. Podobno Irlandia i Australia są też genialne, ale jedno jest za zimne, a drugie za daleko. Na Teneryfie jest w sam raz. Gigantyczne fale potrafią być też groźnie (historia Dominika), ale zwykle jest to przede wszystkim świetna zabawa. Ja już zaczynam myśleć o spędzeniu tak któryś wakacji, 6 godzin samolotem, wynająć jakąś chatkę i przez 2 miesiące surfować, brzmi jak świetny plan!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz