czwartek, 28 stycznia 2010

Buscamos una habitacion

Czyli o tym, jak szuka się mieszkania w Barcelonie. Najpierw będzie też dlaczego szukamy nowego mieszkania, a na koniec co z tego wyszło.

Akademik fajny, bo blisko uczelni. We Wrocławiu zawsze chcieliśmy mieszkać tak, jak przyjezdni studenci wynajmujący mieszkanie 5 minut od uczelni. Mieliśmy to przez kilka miesięcy, wszystko było pod ręką. Wada rozwiązania jest taka, że uczelnia jest poza miastem i za dużo się tu nie dzieje. Potrzebna była zmiana, zamieszkajmy w mieście!
Kolejnym naszym pomysłem na zmianę, było zamieszkanie z Hiszpanami. Jest to zdecydowanie duża zachęta do praktykowania języka na co dzień.

Zaczęło się od serwisu internetowego, na którym zamieszczane są ogłoszenia, ponad 100 dziennie. Rozpoczęło się skanowanie, analizowanie, wybieranie. Po jakimś czasie można się zorientować, że ogłoszenia się powtarzają, czyli naprawdę jest ich mniej. W dodatku części z nich nie należy brać na poważnie. Zdarzają się ogłoszenia z mieszkaniami w rożnych częściach miasta, dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie wyglądają tak samo.
Oprócz przeglądania postanowiłem sam zamieścić ogłoszenie w dziale "szukam mieszkania". Wyprodukowałem kilka zdań po hiszpańsku. Oczywiście długo na odpowiedz nie musiałem czekać. Średnio co godzinę przychodziła jedna wiadomość z nową propozycją.
Tu znów nowe przygody. W ogłoszeniu wypełniłem opcjonalne pole z maksymalną kwotą jaką można wydać na mieszkanie. Ponieważ teraz płacimy dość sporo, kwota była kusząca w porównaniu z innymi. Większość ludzi była w porządku, jeśli mieli zamiar wynająć za 400€ to pisali do mnie, że tyle chcą, nie zważając na to, że mógłbym zapłacić więcej. Ale byłe też inne przypadki.
Dostałem maila z ofertą. Cena dokładnie taka, na jaką możemy sobie pozwolić. Kopiuję adres mailowy nadawcy, wklejam w Google'a, niech szuka. Pierwsza strona to oczywiście ta sama oferta zamieszczona 2 dni wcześniej w sieci. Ale cena o 100€ niższa. Czy ludzie naprawdę myślą, że tego się nie da znaleźć? Zdecydowanie nie chciałem z nimi mieszkać. Mail od razu wylądował w spamie. Szukam dalej.

Po 3 dniach wybraliśmy ciekawe oferty, napisałem do ludzi, żeby się umówić. W jednym wypadku musiałem zadzwonić. Taaaa, to był problem. Ja i rozmowa telefoniczna po hiszpańsku. Pierwsza w życiu. Ale jakoś to było, tzn. dogadaliśmy się . W sobotę poszliśmy na oględziny.


Familia corta

Zastanawialiśmy się, co się kryję za tą mieszanką słów, które zostały użyte w mailu. Nasza mentorka powiedziała, że słowo corta w tym kontekście oznacza normalnie "szalona". Zapowiadało się ciekawie. Dotarliśmy na miejsce, trochę daleko od centrum, bliżej do Parc Guell'a niż do morza, ale cena była bardzo kusząca. Jak się okazało była to mała rodzinka. To właśnie miało oznaczać corta - właścicielka była z Ameryki Południowej, tam czasem mają inne słownictwo. Niestety wynajmowany pokój też był mały, zbyt mały.


Habitacion bonito

Drugie mieszkanie było blisko centrum. Jakieś 15 minut od Barrio Gotico. W klimatycznej kamienicy. Właściciel przeprowadzał się do Madrytu i wynajmował swój pokój. Podwójne łóżko na antresoli, oprócz tego sofa, wszystko fajnie urządzone. Mieszkanie międzynarodowe: Włoszka, Szwajcar, Hiszpanka. Zapowiadało się fajnie. Cena też ciekawa, nadal mniej niż teraz płacimy.


Con pareja espanola

Ostatnie mieszkanie było w pobliżu głównej stacji kolejowej. Ani to blisko, ani daleko od centrum. Trochę się naszukaliśmy, ale udało się. Hiszpańska para okazała się bardzo sympatyczna. Strasznie dużo zagadywali nas. Mówili wolno i wyraźnie. Fajnie było iść ulicą i rozmawiać po hiszpańsku (raptem po 4 miesiącach nauki). Zapewne po miesiącu mieszkania tam mówilibyśmy swobodnie. Pokój nie duży, ale dodatkowo pokoik na własne graty i łazienka. Cena już wyższa. O 100€ więcej niż za "habitacion bonita".

Mieliśmy problem z wybraniem, ale w końcu postanowiliśmy, że dodatkowa kasa się zawsze przyda i 100€ oszczędności miesięcznie to sporo. Problem był tylko jeden. Mieszkanie było do wynajęcia od pierwszego. Zwykle ludzie wynajmują od początku miesiąca i rozumiem ich kiedy nie chcą czekać, bo tracą w pewien sposób pieniądze.
Nasze mieszkanie na akademikach było wynajęte do 13-ego. Głupio było by płacić dwa razy. Wybrałem się do biura, żeby skrócić pobyt i spotkałem się z czymś tak mało hiszpańskim. Przez ostatnie kilka miesięcy Hiszpanie uczyli mnie, że nie ma rzeczy nie do załatwienia. A tu nagle kategoryczne NIE, a z nim masa bzdurnych argumentów.
Jakoś pogodziliśmy się z myślą, że stracimy kasę. Wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać opłacone mieszkanie. Zapisaliśmy się na CouchSurfing ustawiając status na "chętnie przyjmę do pustego mieszkania". Stąd tyle odpowiedzi.
Po czym jak się okazało po krótkim czasie, mieszkanie, które tak bardzo się nam spodobało zostało już wynajęte.

Tak właśnie zostaliśmy bez mieszkania... i z gośćmi na głowie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz