Wyglądam właśnie przez okno i widzę... śnieg. Dziewne, w grudniu nie było, a w styczniu ani lutym też nie. Przyszedł marzec, a tu pada. Oczywiście nie tak jak u nas. Pada, ale się nie utrzymuje. Fakt, że to nie śnieg z deszczem, tylko normalny śnieg. A jeszcze przedwczoraj ludzie robili piknik w parku, capoirzyści trenowali na dworze, a my karmiliśmy kaczki ogrzewając się w ciepłych promieniach słońca.
Teraz siedzę w ulubionej kawiarni i patrzę na - równie jak ja zdziwionych - ludzi. Jedni siedzą w oknach i obserwują, inni wychodzą robić sobie zdjęcia. Jakiś mężczyzna stoi na środku placu z uniesionymi rękoma, patrzy w niebo i się uśmiecha - może to jego pierwszy śnieg.
Właśnie kawiarnia. W końcu udało mi się znaleźć "moją ulubioną", zawsze o tym marzyłem. W zasadzie odkryliśmy ją z Miśkiem. Jest tuż obok (jakieś 40 kroków od domu), na małym placyku, gdzie rosną dwie duże palmy. Wpadamy tu z Asią na kawę, żeby popracować albo poplotkować. Muszę koniecznie polecić tę kawiarnię, świetna muzyka, klimatycznie urządzone wnętrze, miła obsługa. Jeszcze nie dawno jak wchodziłem to mówiłem tylko "to, co zawsze". Teraz sami przynoszą mi kawkę. Bardzo mi się podoba idea posiadania swojej kawiarni. Jakbyście byli w Barcelonie koniecznie trzeba wpaść do Alsur Cafe.
Sytuacja się trochę rozwinęła i śnieg zaczął padać intensywniej. Podobno nie zdarza się to często, ale się zdarza. Poniżej zdjęcia zrobione z naszego balkonu i kolekcja zdjęć znajomych z dnia dzisiejszego.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz