Podczas wspomnianego wcześniej spaceru widziałem Teide. Widziałem też śnieg, ale widziałem inną niepokojącą rzecz... za parę minut wulkan zniknął za chmurami... Swoją drogą mieliśmy szczęście, że zdążyliśmy go zobaczyć, ale problem jest w tym, że najstarsi górale powiadają, że jak Teide znika za chmurami, to będzie padać... Oj padało... Takiego deszczu, to ja w Irlandii nie widziałem nawet, ale istnieje ewentualność, że byłem tam za krótko:P ale był to deszcze wielce specyficzny... nie zacinał, nie bolał... padał prosto, ale porządnie:P Wybrałem się z kolegami na zakupy i w parę minut byliśmy cali mokrzy, a w butach zrobiło nam się błotko... Przy okazji odkryliśmy, że jeśli woda jest w bucie jakiś czas, jest przyjemnie ciepła, niestety kiedy naleje się nowa, robi się zimno:P wracając do pogody, ulice zamieniły się w rwące potoki (wody było tak, że nalewała się górą do adidasów:P) studzienki kanalizacyjne przestały zbierać wodę i zamieniły się w pluskające fontanny... Zrobiły się ogromne korki, bo samochody miały problem z jazdą w wodzie. Cały deszcz staraliśmy się przeczekać i metodą małych kroczków doszliśmy w końcu do domu... Ale podobał mi się przystanek w czyimś garażu:D zaczęło lać, więc schowaliśmy się do garażu (był otwarty) mając nadzieję, że zaraz się uspokoi... po chwili wyszła do nas dziewczyna (na kogoś czekała) i pyta nas, czy my do Julii. Odpowiedziałem, że nie, że chcieliśmy się tylko schować przed deszczem i przepraszamy, że się tak wbiliśmy i... przerwała mi mówiąc tylko "no te procupe" i staliśmy sobie razem z nią i obserwowaliśmy wodę płynącą po ulicach. Kiedy doszliśmy do domu włączyliśmy telewizje i to, co widzieliśmy było straszne. La Laguna jest położona ponad 600 metrów nad poziomem morza, a i tak niektórych pozalewało, ale co działo się nad oceanem... odwołali wszystkie loty z lotniska na południu, fale były przeogromne, a różne zwierzęta (psy, kozy) z górskich wiosek powstałe rzeki zmiotły na plaże (część nie przeżyła).
Jeśli chodzi o nasz dom... co to się działo... taras na dachu (z tylko jednym odpływem) zamienił się w basen, w którym wody było do kostek, woda na tarasie osiągała poziom zagrażający kuchni (już zaczynała się nalewać) parę ładnych chwil zajęło nam zamiatanie wody do spływów (wtedy szybciej spływała) czy wylewanie wody miskami na ulice:P jakie pozostałości? masa mokrych ciuchów, parę filmików i zdjęć z akcji ratunkowej, oraz przemoczone ściany i nasz nowy współlokator - pan grzybek:P Najważniejsze, że z powodzi, o której mówili nawet w polskiej telewizji, wyszliśmy cało i zdrowo:) na szczęście mamy i prąd i wodę (nie wszystkim było to dane...) a także nowy powód do śmiechu, bo kiedy lało na potęgę, nasza kochana Kasia postanowiła, że musi zrobić pranie, całe szczęście, że obsesja nie kazała jej wywieszać tego prania na dachu:D
Powódź już się skoczyła, nawet trochę się rozpogodziło, ale dziś spotkała nas nowa niespodzianka na Teneryfie... Siedzę spokojnie przed komputerem i lekko zaniepokojony obserwuje trzęsące się biurko... myślę "duży ten samolot" po jakimś czasie udałem się na górę zapytać, co to za maszyna przejeżdżała, że tak domem wstrząsnęło, a w odpowiedzi usłyszałem tylko "też to czułeś?" stwierdziliśmy, że albo było to trzęsienie ziemi, albo dom nam się rozpada:P wątpliwości wyjaśniła przybyła za chwile Ewka, która pytała, czy czuliśmy ten wstrząs (była godzinę drogi od domu) tak więc już bez żadnych wątpliwości... Teneryfę nawiedziło małe trzęsienie ziemi;) nikomu nic się nie stało, ale ucierpiał Mateusz, który trzęsienia niezauważył:P
PS. Zdjęcia z akcji ratunkowej na dachu wrzuce w najbliższym czasie;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz