Wsiedliśmy w auto i za 50 minut byliśmy na miejscu. Ostatni odcinek drogi jest dość szalony, bo polega na skręcaniu w lewo i w prawo i tak bez przerwy. Parking niestety płatny, alternatyw żadnych. Ludzi praktycznie nie było, to nawet lepiej, bo zwykle bywa tam tłoczno. Słonko przyświecało, więc szybko ruszyliśmy w trasę. Znalazłem ją na genialnej stronie, działającej jak Wikipedia, z taką różnicą, że nie ma tam definicji słów, a dokładnie opisane ścieżki z całego świata. Piesze, rowerowe, konne, itd. - do wyboru, do koloru. Różne poziomy trudności, różne długości. Do tego zdjęcia, komentarze, a wszystko można ściągnąć (łącznie z współrzędnymi).
Dzień ogólnie był ciepły, ale im wyżej tym chłodniej. Na samej górze (ponad 1200 metrów) był nawet śnieg. Pierwszy jaki widziałem w Hiszpanii.
Wycieczka trwała kilka godzin i jak na pierwszy tegoroczny wypad w górki była udana. Już myślę o kolejnym zdobywaniu pobliskich szczytów (w parku Montseny, godzinka autem od nas, są takie "Śnieżki", o Pirenejach na razie głośno nie mówię).
Niżej zdjęcie Montserrat z Flickr'a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz