Chyba nie umiem być systematyczny w pisaniu. Szczerze mówiąc liczyłem, że ktoś inny coś naskrobie, a tak wyjdzie na to, że tylko ja i ja ;)
Minęło tyle czasu, że sam nie wiem co i jak dokładnie się zdarzyło. Wszyscy porozjeżdżali się na wakacje, zdążyli nawet wrócić i znów wyruszyć. Abstrahując od wakacyjnych szaleństw i przejdę do konkretów związanych z wyjazdem erazmusowym.
W okolicach morderczej udręki nazywanej sesją nasz przyjaciel, który też wyjeżdża, przypomniał nam o możliwości dostania stypendium Rady Miasta. Jeśli mnie pamięć nie myli było to 2 dni przed terminem składania wniosków wyznaczonym przez PWR. I znów zaczęła się szalona pogoń po uczelni: formularz, dziekanat, podpis, zgoda, ksero, urząd skarbowy, telefon, dziekanat, ksero, rekomendacja, list motywacyjny, znów dziekanat... Zrezygnuję z dalszego wymieniania kolejnych etapów tej krucjaty.
W efekcie złożyć trzeba było 13 dokumentów. Na moje szczęście nie jestem przesądny. Mam nadzieję, że się uda. W końcu to dodatkowo 100 euro na miesiąc.
Termin składania wydłużono o 9 dni. Właściwie większość dokumentów można załatwić na miejscu. Przy dobrej kondycji i 10zł na ksero w kieszeni. Najgorzej ze skarbówką, na nich zawsze trzeba czekać. Ale my dzielnie kolejny raz pokazaliśmy, że się da. Papiery złożone, wyniki pewnie pod koniec sierpnia.
Myślę, że takie wspólne załatwianie jest lepsze, bo nie raz się odechciewa, a w grupie motywacja większa i zawsze można się podzielić robotą... i tak właśnie nasze rekomendacje były dziwne podobne.
sobota, 1 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz