W końcu przyszedł mail z Barcelony. Już sam jego tytuł (Confirmation of accomodation) zdradził zawartość, ale i tak musiałem go przeczytać w całości.
Ale nie było tak hop-siup. W tym miejscu wystąpi - tak ładnie nazwana - retrospekcja.
Po tym jak już wiedzieliśmy, że jedziemy. Jedną z pierwszych rzeczy jakie chciałem załatwić to mieszkanie. To dziwne, bo zwykle nie mam zwyczaju załatwiać rzeczy z wyprzedzeniem, a na pewno nie z kilkumiesięcznym. Ale poszukiwanie informacji o Barcelonie strasznie poprawiało mi humor, więc zacząłem szperać.
Co by było, gdyby nie było Google, sam nie wiem, na szczęście jest. Może nie potrafi znaleźć mieszkania, ale naprowadzić na to, jak to zrobić. Po przeszperaniu n stron z kwaterunkiem trafiłem na stronę akademika UAB(Universitat Autonoma de Barcelona) - Vila Universitaria.
Tu należy powiedzieć, że nazwanie tego akademikiem, trochę obraża to miejsce, to bardziej taki ho(s)tel, który ma 600 mieszkań. Dostępne były 2 opcje: ponad 100 metrów na 4 osoby, albo 30 metrów na 2 osoby. Jako, że jest nas dwójka, drugi typ bardziej nas interesował.
I tak nas naszło czy chcemy ten akademik czy nie. Wszystko ma swoje plusy i minusy:
+ mieszkamy sami, nie będzie konfliktów ze współlokatorami
+ blisko uczelni
+ łatwiej załatwić (obsługa zna angielski)
+ taniej
- kampus jest mało hiszpański
- nie tak blisko miasta
Jako, że będąc tutaj łatwiej jest załatwić akademik, a pokój (z łazienką i kuchnią) będzie tylko dla nas, postanowiliśmy aplikować o akademik. Ważnym czynnik była też cena i bliskość uczelni (może na normalne zajęcia nie będziemy chodzić, ale na kursy językowe przez pierwszy miesiąc).
Być może będąc już na miejscu uda nam się potem załatwić coś ciekawszego, zobaczymy.
Po napisaniu maila do biura VU (Vila Universitaria), okazało się, że musimy zrobić kilka rzeczy:
- wypełnić aplikację
- zadeklarować datę przyjazdu i wyjazdu oraz typ pokoju
- wysłać dokument potwierdzający to, że będziemy studentami UAB
- potwierdzenie wpłaty 170 euro na konto VU
Najlepsze było to, że maila odebrałem 2 dni po tym jak ruszyła rekrutacja, a podobno miejsca schodzą tam jak ciepłe bułeczki. Trzeba było wypełnić wszystkie podpunkty jak najszybciej, w końcu obowiązuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy.
Problemem mogło być to, że przelew idzie 5 dni, a tego dnia był akurat początek weekendu i banki nie pracowały. W dodatku nie mieliśmy potwierdzenia, że przyjęli nas na UAB, a ponieważ nie wiedzieliśmy kiedy zaczyna się rok akademicki ciężko było określić datę przyjazdu czy odjazdu.
Dodatkowym problemem w tym wszystkim było to, że część dokumentów jest w języku hiszpańskim/katalońskim, na szczęście z pomocą przyszła pani Priscila z biura akademika, której z tego miejsca dziękuję.
Potrwało to kilka dni, ale udało się. Wszystkie dokumenty złożone, aplikacje wypełnione, teraz tylko czekać na odpowiedź.
Tydzień później dostaję maila, że się nie udało się, nie ma miejsc.
Nie załamując się, stwierdziliśmy, że może skoro nie ma tych mieszkanek, to są te drugie. Mail z takim zapytaniem wysłany został do Barcelony. Nie wiem czy światłowód go zjadł, czy nie, ale przez najbliższe 3 tygodnie nie było odpowiedzi. Ze względu na zbliżającą się wielkimi krokami sesję nie mieliśmy czasu martwić się brakiem kwaterunku.
Ale z problemami jest jak z bumerangiem. Wróci. Nasz, chwała Bogu, wrócił rozwiązany. Dziś dostaliśmy potwierdzenie przyznania akademika. Nigdy nie przypuszczałem, że krzyknę kiedyś "Jupi, mamy miejsce w akademiku!" (tu należy dodać, że od urodzenia mieszkam we Wrocławiu, w którym też studiuję, więc akademik ani mi się nie należy, ani nie jest mi potrzebny).
Jako, że przed sobą mam kilka projektów i egzaminów. Nie rozpisuję się już bardziej i wracam do nauki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz