poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Czas wyruszać!!!

30.08.2009, godz. 22:00

Zacznę od rzeczy niesamowicie nudnych - czyli kolejnych papierkowych spraw. Otóż przed wyjazdem trzeba było jeszcze donieść do DWM:
- ksero pierwszej strony umowy z bankiem o założeniu konta walutowego w euro
- zgodę dziekana na wyjazd
- wydrukowany kalendarz akademicki
- podpisany przez uczelnię zagraniczną Learning Agreement (który przychodzi pocztą albo do nas, albo od razu do DWM)

Gdy to wszystko mamy - nie pozostaje nic innego, jak tylko podpisać umowę i jechać!;)
No... prawie...;p
Jak zwykle - wszystko na ostatnią chwilę - jeszcze NFZ. A dokładniej załatwienie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego. Załatwić to można w NFZ-cie przy ul. Dawida, a wymagane dokumenty to:
- legitymację studencką
- wniosek o wydanie EKUZ, który wypełnia się na miejscu
- zaświadczenie, które można dostać w DWM-ie o tym, że w danym okresie będziemy studiować na zagranicznej uczelni
-ZCNA lub ZCZA (dokument mówiący o tym, że dana osoba z naszej rodziny zgłosiła nas do ubezpieczenia zdrowotnego jako członek rodziny)
- dokument potwierdzający opłacenie składek na ubezpieczenie zdrowotne, czyli jedno z dwóch:
- ważna!!! (czyli podbita najdalej miesiąc wcześniej) legitymacja ubezpieczeniowa
lub
- RMUA za poprzedni miesiąc (dokument potwierdzający opłacenie składek)

Ufff... no i jeszcze - cierpliwości, bo czasem trzeba spędzić baaaardzo dłuuugą godzinę w NFZ-towskiej kolejce;/ na szczęście - EKUZ dostaje się od ręki (oczywiście jeśli ma się wszystkie dokumenty...)


A teraz ta ciekawsza część, czyli:

Pozdrowienia z Brukselskiego lotniska!!! (niestety szumnie relkamowany tu hotspot jest płatny, więc opublikowanie owego postu nastąpi z opóźnieniem;p )

Bo za tanie loty trzeba płacić inaczej - przesiadkami i nocami spędzanymi na lotniskach;P No ale skoro lot Wrocław-Bruksela-Dublin kosztuje 37zł, czyli mniej niż autobus z Dublina do Galway(15 euro?? ), to chyba nie ma o czym więcej mówić;)
Siedzie i tylko się zastanawiam - czego zapomniałam wziąć...? Ostatnich parę dni przed wyjazdem było naprawdę szalonych - czas wielkich pożegnań, pakowanie, załatwianie ostatnich formalności przedwyjazdowych...
Choć przyznaję, że najbardziej martwiła mnie inna strawa - czy w Galway mają ładne mosty i czy da się pod mini spać;p Bo niestety okazało się, że nie dostałam akademika. A wszystko dlatego, że transakcje bankowe nie odbywają się w ułamku sekundy, liczba miejsc - zwłaszcza tych tylko na 1 semestr - jest mocno ograniczona, a obowiązująca zasada to: "kto pierwszy ten lepszy". W konsekwencji - zapewne o parę godzin - spóźniłam się. Niestety mój akademik raczył mnie o tym poinformować z jeszcze większym opóźnieniem i w dodatku właśnie wtedy, gdy włóczyłam się po Ukraińskich bezdrożach gdzie internet to chyba w wiadrach przynoszą, ale i to nieczęsto... Postanowiłam się jednak wtedy tym zbytnio nie przejmować, zwłaszcza, że obiecali umieścić mnie na listę rezerwową i dać znać jeśliby coś się zmieniło (jak się później okazało - lista rezerwowa to jedna wielka ściema). Beztrosko więc wyjechałam w dalsze wojaże wierząc, że jakoś to przecież będzie...
Ale gdy wróciłam z Alp i zdałam sobie sprawę z tego, że za tydzień wyjeżdżam, a dalej nie mam gdzie mieszkać - zaczęłam się NAPRWDĘ STRESOWAĆ!!! Z pomocą przyszedł mi facebook - okazało się że została tam założona grupa: "Erasmus-Galway 2009/2010", a tam oczywiście wątek: "accomodationa and roommates". Okazało się, że bardzo dużo ludzi jedzie tam "w ciemno" i będzie szukać mieszkania już na miejscu. Nawiązałam więc kontakt z paroma osobami, które przyjeżdzają do Galway mniej więcej w tym samym czasie co ja - i będziemy szukac razem. Razem raźniej;) I w tym momencie naprawdę zaczęłam się cieszyć, że nie mam tego akademika!!! Studenckie mieszkanie z samymi "erasmusami" z różnych krańców Europy - to będzie coś;D
Co teraz czuję? Przemieszanie lekkiego strachu - bo to w końcu samotna podróż w 'nieznane' - z niecierpliwością - już bym chciała tam być!;) No i tęsknotę - i to taką podwójną: tęsknotę za przygodą, ale też za Wami wszystkimi!!!
Ratuje mnie pyszne drożdżowe ciasto od Asi i U2 w słuchawkach;)

cdn...

niedziela, 2 sierpnia 2009

Tanie latanie

Myślę, że kiedy firma Ryanair wysyłała do mnie maila z tytułem "1 million seats from an unbelievable €1", nie wiedzieli dokładnie co robią. Z początku nie wierzyłem w to, że bilet może kosztować tylko tyle, wliczając opłaty lotniskowe, koszty odprawy, podatek i opłaty manipulacyjne. Ale zgadnijcie ile biletów można kupić za 28 euro?? Dokładnie tak, 28 sztuk. Chyba nigdy nie pobiję tego wyniku.

Miałem mały problem z poukładaniem tych wszystkich przylotów, odlotów, przesiadek, itd. Z pomocą przyszedł kalendarz Google. Gorąco polecam, bardzo przydatne narzędzie.
Duży plus również dla genialnej wyszukiwarki lotów Skyscanner. Długo by opisywać, po prostu skorzystajcie, a pokochacie ją!
Dobrym pomysłem jest też zapisanie się na listę mailingową Ryanair i bycie na bieżąco z promocjami. Może firma nie jest najbardziej luksusowa, a ich strona internetowa lekko irytuje, ale nikt nie pobije biletów do Maroka za 18 centów.

sobota, 1 sierpnia 2009

Zawsze na ostatnią chwilę

Chyba nie umiem być systematyczny w pisaniu. Szczerze mówiąc liczyłem, że ktoś inny coś naskrobie, a tak wyjdzie na to, że tylko ja i ja ;)

Minęło tyle czasu, że sam nie wiem co i jak dokładnie się zdarzyło. Wszyscy porozjeżdżali się na wakacje, zdążyli nawet wrócić i znów wyruszyć. Abstrahując od wakacyjnych szaleństw i przejdę do konkretów związanych z wyjazdem erazmusowym.

W okolicach morderczej udręki nazywanej sesją nasz przyjaciel, który też wyjeżdża, przypomniał nam o możliwości dostania stypendium Rady Miasta. Jeśli mnie pamięć nie myli było to 2 dni przed terminem składania wniosków wyznaczonym przez PWR. I znów zaczęła się szalona pogoń po uczelni: formularz, dziekanat, podpis, zgoda, ksero, urząd skarbowy, telefon, dziekanat, ksero, rekomendacja, list motywacyjny, znów dziekanat... Zrezygnuję z dalszego wymieniania kolejnych etapów tej krucjaty.
W efekcie złożyć trzeba było 13 dokumentów. Na moje szczęście nie jestem przesądny. Mam nadzieję, że się uda. W końcu to dodatkowo 100 euro na miesiąc.
Termin składania wydłużono o 9 dni. Właściwie większość dokumentów można załatwić na miejscu. Przy dobrej kondycji i 10zł na ksero w kieszeni. Najgorzej ze skarbówką, na nich zawsze trzeba czekać. Ale my dzielnie kolejny raz pokazaliśmy, że się da. Papiery złożone, wyniki pewnie pod koniec sierpnia.
Myślę, że takie wspólne załatwianie jest lepsze, bo nie raz się odechciewa, a w grupie motywacja większa i zawsze można się podzielić robotą... i tak właśnie nasze rekomendacje były dziwne podobne.